Hiperimperium, czyli co nas czeka za kilka, kilkanaście lat!

Każdy wie, że przewidywanie przyszłości to czynność trudna i niewdzięczna. Futurologiczne przepowiednie rzadko się sprawdzają – gdy czytam dziś książki poświęcone przyszłym losom cywilizacji napisane kilkadziesiąt czy nawet kilkanaście lat temu, wzbudzają one we mnie, co najwyżej uśmiech politowania. Ale futurologia może być fascynująca, gdy potraktuje się ją nieco inaczej. Do tego właśnie Was namawiam.

Nie jako mniej czy bardziej trafną analizę tego, co będzie, ale raczej świadectwo naszych odczuć dotyczących współczesności. Tak właśnie warto spojrzeć na książkę Jacques’a Attalego „Krótka historia przyszłości„, której lekturę właśnie zakończyłem. Z zawartej w niej wizji hiperimperium bez trudu możemy odczytać te cechy dzisiejszego świata, które najbardziej nas niepokoją: nieograniczoną płynność, całkowity brak ustalonych hierarchii i traktowanie niemal wszystkich elementów rzeczywistości jak towarów.

U Attalego towarem staje się nawet władza polityczna: państwo abdykuje i przekazuje całość swoich funkcji prywatnym przedsiębiorstwom. Rynek nie jest posłuszny żadnym narzuconym z zewnątrz prawom i tworzy własne obszary panowania, na których obowiązuje wyłącznie prawo zysku.

Rzeczywistość społeczna staje się coraz bardziej nieznośna dla większości ludzi, którzy uciekają w sztuczny świat rozrywki i narkotyków. Nad wszystkim zaś panuje hiperklasa jednostek całkowicie wyzwolonych z wszelkich więzów społecznych. Nawet tych, które zwykle nakłada własna tożsamość.

Hiperimperium oznaczać będzie osłabienie państw, ich agonię lub całkowity zanik, negację prawa. W efekcie rozwiną się dwie kategorie przedsiębiorstw: przedsiębiorstwa pirackie oraz rozjemcze.

Najpierw rozwiną się firmy, którym państwo nie będzie miało już siły zakazać działalności; rozwinie się rynek przedsiębiorstw pirackich istniejących od samego początku Ładu Rynkowego. Niektóre z nich zdecydują się działać legalnie, nie przestrzegając przy tym wszystkich praw (w szczególności skarbowych). Inne, stosując przemoc, będą się zajmowały działalnością przestępczą (handlem narkotykami, bronią, ludźmi i nielegalnymi grami, malwersacją, praniem brudnych pieniędzy, kopiowaniem markowych produktów). Pewnego dnia ich obroty przekroczą obroty legalnej gospodarki. Będą prały swoje pieniądze, które częściowo powrócą na legalny rynek i coraz bardziej będą zakłócały jego działanie. Będą się nawet wzajemnie przenikać z przedsiębiorstwami gospodarki rynkowej, będą je finansowały i założą z nimi spółki. Aby odnieść ostateczne zwycięstwo, wyposażą się we wszystkie atrybuty pozbawionych spadkobiercy państw: sieci komunikacji, instrumenty gromadzenia rezerw, broń. Żeby uwieść i finansować najuboższych, zorganizują systemy mikrofinansowania zasilane brudnymi pieniędzmi. Staną się również inicjatorami i będą odgrywać główną rolę w drugiej fali przyszłości – hiperkonflikcie.

W reakcji na sprzeczności rynkowej globalizacji rozjemcze przedsiębiorstwa non profit przejmą część funkcji, których państwa nie będą już mogły pełnić. Przywracając darmowy dostęp i wolontariat, przedsiębiorstwa te również staną się częścią rynku, który będzie finansował ich działalność i utworzy z nimi spółki. Istnienie tych firm spowoduje nadejście trzeciej fali przyszłości, hiperdemokracji, kiedy instytucje demokratyczne o zasięgu ogólnoświatowym przyczynią się do przywrócenia równowagi w hiperimperium.

Władcami hiperimperium będą posiadacze nomadycznych zysków, stratedzy finansowi oraz stratedzy firm, szefowie towarzystw ubezpieczeniowych i przedsiębiorstw rozrywkowych, architekci oprogramowania, twórcy, prawnicy, finansiści, autorzy, designerzy, artyści, projektanci przedmiotów nomadycznych – nazywam ich tutaj hipernomadami.

Będzie ich kilkadziesiąt milionów, tyle samo mężczyzn i kobiet; wielu z nich będzie zatrudniać samych siebie. Będą bezlitośnie konkurencyjni – ani pracownicy, ani pracodawcy, ale często na wielu posadach jednocześnie, zarządzający swym życiem jak pakietem akcji.

Bardzo ostra konkurencja sprawi, że wyłoni się spośród nich nowa klasa twórcza, hiperklasa, która kierować będzie hiperimperium. Będą żyli we wszystkich sercach policentrycznego świata. Będą musieli bronić prawa własności swoich kapitałów, swojej twórczości, swojego oprogramowania, swoich patentów, swoich strategii, przepisów i dzieł sztuki. Będą znali coraz więcej języków, w czym pomogą im urządzenia tłumaczące.

Hipernomadzi będą hipochondrykami, paranoikami i megalomanami, będą narcystyczni i egocentryczni, będą starali się uzyskać dostęp do najnowszych urządzeń autonadzorczych, a także do elektronicznych i chemicznych narkotyków dostarczanych przez urządzenia autonaprawcze. Będą chcieli żyć dłużej niż pozostali ludzie; będą eksperymentowali z technikami, które pozwolą im żyć dwukrotnie dłużej.

Uczenie się będzie dla nich życiową koniecznością, ciekawość – wymogiem absolutnym, manipulacja – powszechną praktyką. Ich kanony estetyczne, rozrywka, kultura będą bardzo specyficzne (kultura bardziej niż kiedykolwiek przedtem będzie przypominała labirynt). Potrzeba modelowania i wynalazczości doprowadzi tych ludzi do tego, że w ich wypadku całkowicie znikną granice pomiędzy pracą, konsumpcją, twórczością i rozrywką.

To oni wynajdą to, co najlepsze, i to, co najgorsze w planetarnym, beztroskim, egoistycznym i nietrwałym społeczeństwie. Ci arbitrzy elegancji, władcy bogactw i mediów nie będą uznawać żadnej przynależności – narodowej, politycznej, kulturowej. Ich ubrania będą się coraz bardziej upodabniały do ubioru nomadów, przypominając o podróżach. Będą żyć w prywatnych miastach otoczonych murami (Greenwich w stanie Connecticut jest pierwszym przykładem takiego miasta), sprawią też, że wzrosną ceny dzieł sztuki i nieruchomości.

Para ludzi przestanie być główną miarą życia i seksualności. Hipernomadzi wybiorą raczej – całkowicie jawnie – miłości równoczesne, poligamiczne i poliandryczne. Mężczyźni i kobiety staną się kolekcjonerami; bardziej będzie ich interesowało samo polowanie niż łup, będą gromadzić i demonstrować swoje trofea, nieustannie pozostając w ruchu, aż do całkowitej utraty sił.

Wielu z nich pochodzić będzie z nietrwałych odtworzonych rodzin niemających żadnej bazy geograficznej ani kulturowej. Ci ludzie pozostaną lojalni wyłącznie wobec siebie, bardziej zainteresowani swymi podbojami, piwniczkami z winem, kolekcjami dzieł sztuki, organizacją życia erotycznego niż przyszłością swojego potomstwa, któremu nie pozostawią w spadku ani majątku, ani władzy. Nie będą też aspirowali do kierowania sprawami publicznymi ani zajmowania eksponowanych stanowisk; sława w ich oczach będzie uchodziła za przekleństwo.

Niektórzy, bardziej od innych cyniczni, znajdą się w służbie gospodarki pirackiej i zostaną jej przywódcami. Będą grali pierwsze skrzypce, kiedy nadejdzie druga fala przyszłości. Natomiast pozostali wręcz przeciwnie – rozwiną w sobie wyostrzoną świadomość planetarnej stawki, i zgromadziwszy majątek, zainwestują go w działania humanitarne. Staną się altruistami (czasami tylko po to, by uzyskać dobre notowania) i będą kierowali przedsiębiorstwami zajmującymi się stosunkami międzyludzkimi, tymi rzecznikami ogólnoświatowej demokracji. Ci właśnie hipernomadzi znajdą się wśród najważniejszych postaci trzeciej fali przyszłości.

W obowiązującej hierarchii tuż poniżej hipernomadów znajdą się blisko cztery miliardy ludzi prowadzących osiadły tryb życia i otrzymujących stałe pensje. W roku 2040 staną się oni największą grupą wypłacalnych klientów. Będą to białe kołnierzyki, handlowcy, lekarze, pielęgniarki, adwokaci, sędziowie, policjanci, administratorzy, nauczyciele, deweloperzy, badacze w laboratoriach, technicy przemysłowi, wykwalifikowani robotnicy, pracownicy zatrudnieni w usługach.

Większość nie będzie już miała stałego miejsca pracy. Będzie się z nimi można kontaktować w każdej chwili, będą musieli bez przerwy dbać o swoją zatrudnialność, czyli o formę (niezbędną do pracy fizycznej) i wiedzę (konieczną do pracy intelektualnej).

Tak jak niewykwalifikowani robotnicy fizyczni byli dominującą siłą społeczną i polityczną przez trzy pierwsze ćwierćwiecza XX wieku, tak masy osiadłej, wykwalifikowanej ludności zdominują scenę społeczną i polityczną w następnych trzech dziesięcioleciach. Powrót nomadyzmu przysporzy im cierpienia: delokalizacja przedsiębiorstw i imigracja pracowników sprawią, że spadną ich dochody. Będą tęsknili do czasów, kiedy granice były zamknięte, kiedy małżeństwa zawierano raz na zawsze, przedmioty były trwałe, a prawa nietykalne. Będą idealizować status urzędnika, pracę zagwarantowaną do końca życia uważać będą za dobro dziedziczne, a pensję za dożywotnią rentę. Ludzi pracujących dla resztek państwa lub jego przybudówek będzie coraz mniej, a ich status będzie coraz bardziej niepewny. Zrobią wszystko, aby opóźnić dekonstrukcję państw, posuwając się nawet do przemocy.Klasy średnie, z natury osiadłe, zaczną się bać chorób, które będą się szybciej rozprzestrzeniały za sprawą nomadyzmu. Ludzie ci zażądają prawa do zakorzenienia, do powolności. Niektórzy z nich zasklepią się w autystycznym korzystaniu z przedmiotów nomadycznych. Dla klas średnich ubezpieczenie i rozrywka staną się głównymi odpowiedziami na wyzwania stawiane przez świat.Ubezpieczenie będzie ich obsesją. Rozrywka – sposobem na zapomnienie. Specjaliści od ubezpieczeń przygotują na użytek tych miliardów ludzi prowadzących osiadły tryb życia specyficzne produkty zabezpieczające ich przed ryzykiem związanym z utratą pracy, bezrobociem, zmianami, niepewnością, nieporządkiem – i to we wszystkich dziedzinach: gospodarce, finansach, kulturze.Pewnego dnia będą się mogli ubezpieczyć nawet od zawodu miłosnego, impotencji seksualnej, ograniczenia intelektualnego albo braku miłości macierzyńskiej. Specjaliści z branży rozrywkowej wymyślą nowe sposoby na to, by ludzie osiadli mogli wirtualnie prowadzić egzystencję hipernomadów i by przyłączyli się tym samym do nomadyzmu wirtualnego.

Niektórzy spośród wirtualnych nomadów imitujących hipernomadów powiększą szeregi konsumentów narkotyków: alkoholu, marihuany, opium, morfiny, heroiny, kokainy, produktów syntetycznych (amfetaminy, metamfetaminy, ecstasy). Narkotyki pochodzenia chemicznego, biologicznego, elektronicznego dostarczane przez urządzenia autonaprawcze staną się artykułami masowej konsumpcji w świecie pozbawionym prawa i policji, którego głównymi ofiarami będą infranomadzi.

Hiperimperium rzeczywiście doprowadzi do tego, że na całym świecie zatriumfuje rynek, nie sprawi to jednak, że zniknie bieda. Z jej powodu będzie cierpieć coraz większa część ludzkości. Liczba tych, których nazywam infranomadami, czyli ludzi żyjących poniżej progu ubóstwa (to znaczy za mniej niż dwa dolary dziennie), przekroczy w 2035 roku trzy i pół miliarda ludzi (w 2007 roku było ich dwa i pół miliarda).

Osłabione państwa nie będą już mogły wypłacać przyzwoitych zasiłków. Próby zmniejszenia liczby najbiedniejszych tylko dzięki grze sił rynkowych zakończą się niepowodzeniem: wzrost gospodarczy nie zapewni niezbędnej liczby miejsc pracy; produkcja specyficznych, przeznaczonych dla tej kategorii osób dóbr będzie niewystarczająca, by wszyscy mieli do nich dostęp; w megalopoliach rynek nie będzie potrafił samoistnie doprowadzić do powstania infrastruktur niezbędnych dla wciąż rosnącej liczby mieszkańców. Dlatego infranomadzi będą coraz bardziej podatni na epidemie, będzie im doskwierać brak wody, pustynnienie ziemi, ocieplanie klimatu.

Coraz częściej będą musieli przenosić się ze wsi do miast, a następnie z miasta do miasta – uciekając przed nędzą i suszą, w poszukiwaniu pracy i mieszkania. Będą się dawali coraz łatwiej wciągać w różnego rodzaju bunty, zasilą też gospodarkę czarnorynkową.

Najpierw jednak nastąpi największa klęska: nikt nie będzie już potrafił zorganizować rządów w hiperimperium. Zwycięstwo rynku nad demokracją stworzy sytuację do tej pory właściwie niespotykaną: rynek bez państwa. A przecież wszyscy teoretycy przyznają, że tego rodzaju rynek sprawia, iż pojawiają się kartele, zaś możliwości produkcyjne nie są w pełni wykorzystane, że zachęca on do spekulacji finansowych, sprzyja bezrobociu, prowadzi do marnotrawstwa zasobów naturalnych, uwalnia czarny rynek, oddaje władzę w ręce piratów. Taki był los Chin w 1912 roku, Somalii w 1990 roku, Afganistanu w 2002 oraz Iraku w 2006 roku. Taki będzie również los hiperimperium.

Państwa – czy raczej to, co z nich pozostanie około 2050 roku – będą tylko pośredniczyły między przedsiębiorstwami a opinią publiczną. Nikt nie będzie już potrafił zapewnić równego traktowania obywateli, bezstronnych wyborów, swobody informacji. Taka sytuacja nie będzie zadowalająca dla samego rynku, bo wszędzie, gdzie powstawał, zawsze potrzebował silnego państwa. W skali globalnej też będzie potrzebował przestrzegania kilku zasad, aby oszuści nie zaszkodzili konkurencji, prawo silniejszego nie zastąpiło handlu, nie zostało naruszone prawo własności, konsumenci pozostali wypłacalni, a społeczeństwo panowało nad przemocą.

Rządzenie stanie się osobnym, wyjątkowo dochodowym sektorem gospodarki. Niektóre przedsiębiorstwa wyspecjalizują się w rządzeniu, żeby pomagać towarzystwom ubezpieczeniowym, które je stworzą, i z wolna zastąpią na całym świecie narodowe organy regulujące. Zwyciężą firmy mogące zorganizować sobie prywatne policje, aby zrównoważyć słabość państwowych sił porządkowych oraz sprawdzać, czy normy są wdrażane, a oświadczenia o poniesionych szkodach są zgodne z prawdą. Przedsiębiorstwa rządzące zostaną stworzone również po to, by dostarczać pozostałym firmom kompetentnych członków zarządu.

Jeśli instytucje zajmujące się sprawowaniem rządów przejdą na stronę gospodarki kryminalnej, doprowadzą do tego, że podczas drugiej fali przyszłości hiperimperium zostanie zniszczone przez piratów. Jeśli natomiast uzyskają one rangę globalną, to chwila, kiedy wszystkie połączą się w ramach demokratycznego rządu światowego, będzie bliska.

Około 2050 roku hiperimperium będą charakteryzowały skrajne nierówności i wielkie sprzeczności. Poniesie ono klęskę i załamie się schwytane we własne sidła. Przejrzystość sprawi, że nierówności staną się bardziej widoczne i będą gorzej tolerowane, ale cykle gospodarcze, polityczne i militarne powiększą swoją amplitudę. Pod pretekstem pomagania ludziom w radzeniu sobie z brakami rynek będzie stwarzał nowe braki; przedsiębiorstwa przemysłowe będą podejmowały coraz mniejsze ryzyko, dążąc przy tym (pod naciskiem ubezpieczycieli) do maksymalnej rentowności; pracownicy otrzymujący stałą pensję na próżno będą żądać, by ona nie malała; konsumenci będący na dodatek wyborcami zażądają obniżki cen.

Coraz bardziej uprzywilejowane będzie to wszystko, co krótkoterminowe, natychmiastowe, nietrwałe, nielojalne, dlatego coraz trudniej będzie finansować badania i zbierać podatki. Ubezpieczyciele nie będą w stanie zapewnić odszkodowań za wszystkie rodzaje ryzyka. Rozrywka i informacja nie zdołają odwrócić uwagi od wrzawy tragedii. Wzrost gospodarczy, który obecnie daje każdemu jakąś nadzieję, przestanie służyć jako alibi.

Nomadyzm, leżący u źródeł dynamiki rozwoju ładu rynkowego, będzie z wolna blokowany przez ograniczenia techniczne, jakie staną na przeszkodzie podróżom. Wymogi ekologiczne doprowadzą do zmniejszenia liczby podróży lotniczych, Księżyc zostanie skolonizowany około 2035 roku, nieco później zaś dojdzie do komercjalizacji lotów w obrębie Układu Słonecznego. Lecz nie będzie można posunąć się dużo dalej: aby dostać się na najbliższą gwiazdę, trzeba by lecieć z szybkością światła przez cztery lata i trzy miesiące; by polecieć dalej, astronauci musieliby spędzić na pokładzie całe życie i uczyć pilotażu własne dzieci, które by ich stopniowo zastępowały.

Hiperświat hiperimperium nie zniesie zamknięcia w klatce swoich granic. Nie będzie w stanie pogodzić się z tym, że Ziemia jest jednocześnie więzieniem i oazą ludzkości. Spróbuje wówczas – już teraz próbuje – ostatniej szansy: wyjścia poza swoje ograniczenia. To właśnie wtedy ludzie powrócą do nieustannie odnawianego dialogu z własną seksualnością. Będą usiłowali produkować siebie jak przedmioty, aby mieć szanse żyć gdzie indziej niż w sobie.

Człowiek od zawsze próbuje się zdystansować wobec swojego sposobu reprodukcji. Aby odróżnić się od świata zwierząt, najpierw próbował zaprzeczyć reprodukcyjnej funkcji seksualności, potem zaś nadać jej inne znaczenie. Większość kosmogonii ładu rytualnego twierdzi zresztą, że bogowie nie powstali w rezultacie stosunku płciowego. Szczególnie religie monoteistyczne uważają seksualność za ograniczenie narzucone człowiekowi przez siły Zła.

Ład rynkowy natomiast wybiera drogę przeciwną – godzi się z seksualnością, uznając jednak, że posiada ona inną funkcję: rozkosz. Natomiast podobnie jak w poprzednich formach ładu reprodukcja pozostaje w ładzie rynkowym ograniczeniem natury zwierzęcej, które począwszy od XIX wieku psychoanaliza usiłowała uczynić znośnym.

W XX wieku ład rynkowy starał się usunąć reprodukcyjną rolę seksualności czyniąc macierzyństwo bardziej sztucznym, używając coraz wymyślniejszych technik: pigułek, przyspieszonego porodu, zapłodnienia in vitro, matek zastępczych. W hiperimperium ład rynkowy posunie się aż do całkowitego oddzielenia reprodukcji od seksualności: seksualność stanie się królestwem rozkoszy, reprodukcja – królestwem maszyn.

Zatroszczą się o to hipernadzór, autonadzór, autonaprawa: po naprawieniu chorych organów będziemy chcieli je produkować, a następnie tworzyć ciała na wymianę. Początkowo wytwarzane będą całe linie komórek zarodkowych bez niszczenia embrionu – co sprawi, że najpierw terapia genowa, potem klonowanie w celach leczniczych, ostatecznie zaś klonowanie w celach reprodukcyjnych staną się możliwe do przyjęcia z etycznego punktu widzenia. Człowiek będzie w końcu produkowany jak artefakt, na miarę, z założonymi z góry cechami, w sztucznych macicach, i stanie się przedmiotem handlu.

Dzięki cudownemu postępowi, jakiego oczekiwać możemy po nanonaukach, każdy będzie mógł liczyć na to, że jego świadomość zostanie przeniesiona do innego ciała, że będzie mógł zdobyć swojego sobowtóra, kopie ukochanych osób, wymarzonych mężczyzn i kobiet, hybrydy o szczególnych rysach wyselekcjonowane z myślą o uzyskaniu konkretnego efektu. Niektórzy będą nawet usiłowali pokonać wewnętrzne ograniczenia rodzaju ludzkiego i uzyskać jakąś odmienną wyższą formę życia i inteligencji.

W tej ostatecznej wersji hiperimperium śmierć zostanie odsunięta aż do momentu, gdy zniknie ostatni posiadający świadomość klon danej osoby, a nawet aż do czasu, gdy wszystkie klony pochodzące od niej zostaną zapomniane przez pozostałe klony. Następnie produkowany w końcu jak artefakt człowiek nie zazna już śmierci – tak jak wszystkie przedmioty wytwarzane przemysłowo nie będzie mógł umrzeć, bo nigdy się nie narodzi.

Jednak do tego ostatecznego zabójstwa nigdy nie dojdzie, ponieważ na długo przedtem, nim ludzie zostaną zamienieni w maszyny, na długo przed nastaniem hiperimperium, człowiek będzie potrafił przeciwstawić się tej perspektywie – już teraz potrafi. Hiperimperium poniesie klęskę. Rozpadnie się. Ludzkość użyje wszelkich środków, aby uniknąć tego koszmaru. Po przemocy, której źródłem jest pieniądz, nadejdzie – już nadchodzi – czas przemocy psychicznej, emocjonalnej. Jednak o tym, już w innym wpisie.

.

krotka-historia-przyszlosci

Jacques Attali, ur. 1943, ekonomista, pisarz, eseista, publicysta tygodnika „L’Express”. W latach 1981 – 1991 był głównym doradcą prezydenta Francois Mitterranda. Założyciel i pierwszy prezes Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Obecnie kieruje założoną przez siebie organizacją PlaNet Finance, która zajmuje się m.in. ułatwianiem dostępu do usług finansowych mieszkańcom najbiedniejszych krajów. Autor kilkudziesięciu książek – w Polsce ukazały się: „Słownik XXI wieku” (2002), „Żydzi, świat, pieniądze” (2003) oraz „Pascal” (2004). W „Europie” nr 83 z 2 listopada 2005 r. opublikowaliśmy wywiad z nim „Marks był prorokiem globalizacji”.