Per aspera ad astra!

Większość osób, które mam okazję poznawać na szkoleniach, warsztatach, w trakcie realizowanych projektów – twierdzi, że w życiu najważniejsze jest dla nich osiąganie sukcesów. I różnie te sukcesy definiuje. Co zrozumiałe, są sukcesy prywatne, są zawodowe, część dotyczy hobby, pasji, inne spraw sercowych.

Z czasem, opowiadając o tym, czym jest dla nich ów sukces i jak go rozumieja, odsuwają sam sukces na bok, emocjonalnie, ekscytując się, z zaangażowaniem opowiadają o swojej drodze do tego sukcesu.
Tworzą, bardzo często, piękną opowieść – o sumie doświadczeń jakie w trakcie tej drogi zbierają, o nowych znajomościach, o zdobywanej wiedzy i przeżywaniu poznawczych zdarzeń.
Na koniec takiej rozmowy okazuje się, że – dla tych samych osób – tak naprawdę liczy się droga, a cel potrzebny jest tylko po to, żeby w tę drogę wyruszyć. I tak właśnie w życiu jest. To droga jest celem, nic innego. Po prostu: Per aspera ad astra!
Ludzie sądzą, że w życiu najważniejsze jest osiąganie sukcesów, że jest on istotą wszystkiego. Osiąganie sukcesów za cenę deptania innych ludzi, niedostrzegania ich, wyrządzania krzywdy innym czy sobie powoduje, że sukcesy stają się antysukcesami i ciężko jest żyć. Liczy się droga tu i teraz, a mądra porażka, z której dowiadujemy się czegoś o świecie, jest lepsza niż pusty sukces, który powoduje, że stoimy w miejscu albo utwierdzamy się w błędnych przekonaniach o swojej wielkości.