Pytania wydobywają sens z życia

Bez względu na to, czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, w naszym wnętrzu nieustannie toczy się rozmowa. Zadajemy sobie mnóstwo pytań, bo poprzez pytania szukamy samych siebie: Kim jestem? Czego pragnę? Czy to ma sens? Co dalej? Być może jest w nas takie pytanie, które właśnie teraz nie daje spokoju? Jak odkryć twórczą i pełną mocy odpowiedź na to pytanie?

Czy same pytania mogą być niebezpieczne? Tak, bo pytania burzą porządek. Mogą również umożliwić nam zrozumienie siebie; tego, kim jesteśmy i czego pragniemy. Odkryć naszą naturę i potencjał. I własną, niepowtarzalną drogę. Mogą poszerzyć horyzonty intelektu i wyobraźni. Oświetlić przyszłość.

Christopher Phillips, amerykański dziennikarz i wielki promotor samorozwoju, dokonał rzeczy nietuzinkowej – wskrzesił w ludziach odwagę i namiętność do zadawania pytań. Idąc tropem Sokratesa, który dwa tysiące lat temu zasłynął z mistrzowskiego formułowania pytań, Phillips wędruje po świecie, spotyka się z ludźmi w barach i stołówkach, w bibliotekach i szkołach, odwiedza kościoły, hospicja, domy opieki społecznej, szpitale i więzienia. Rozmawia, pyta. „Ta zwariowana misja uratowała zdrowie psychiczne moje, ale i wielu innych osób” – napisał w swojej znakomitej książce „Sokrates Café”.

Dla Sokratesa dociekanie było sednem życia. Zadawał trudne pytania: niestrudzenie zmuszał zarówno siebie, jak i swych rozmówców do podejmowania prób głębszego zrozumienia, co to znaczy „dobrze żyć”. Stawiał pytania tak, by demaskowały przesądy, dogmatyczne poglądy i przekonania. Konfrontował z „prawdami” wpojonymi przez kulturę czy religię. Sokrates pytał: „Co to znaczy? Co przemawia za tym, a co przeciwko temu? Dlaczego jest tak, jak jest?”. Znał siłę kryjącą się w pytaniach, mawiał: „Największą groźbę stanowi zrezygnowanie z pytań”.

Mamy w sobie mnóstwo pytań. Każdy. Ty, ja. Być może nawet, nie mając tej świadomości – pytamy o to samo, i odnajdujemy podobne odpowiedzi. Gdybysmy rozmawiali, więcej, częściej, otwarcie, nie musielibyśmy szukać tych odpowiedzi i wiedzy, która w nich jest. Nie musielibyśmy – wszyscy – wyważać drzwi otwartych. Moglibyśmy, rozmawiając, wzajemnie czerpać z siebie i dawać sobie to, czego każdy z nas szuka na własną rękę.

Pytamy siebie: czym jest samotność? Czy możliwe jest, by być całkowicie samotnym? Czy mogę przezwyciężyć samotność? Dlaczego właściwie miałbym chcieć ją przezwyciężyć? W jaki sposób poznaję, że ktoś jest moim przyjacielem? Co to miłość? Czy można obronić się przed miłością? Czy miłość się wybiera? Czy miłość nas zagarnia?

Albo: Czego się boję? Czy istnieje tylko świat subiektywny, czy też jest coś takiego, jak ostateczna rzeczywistość? Dlaczego tak często bywam we władzy gniewu, zazdrości, nienawiści, strachu lub żalu? Jak wyzwolić się z tej niewoli? Gdzie byłem, kiedy siebie potrzebowałem? Po co pytać? Być może nie mamy wyboru. Sokrates określał nas jako istoty pytające, które „same muszą poszukiwać przyczyny rzeczy”. Bo „najbardziej trzeba troszczyć się o duszę”.
Pytania, które otwierają, inspirują, ciekawią, wnoszą świeży powiew – o to chodzi. Odpowiedzi, które naszym sercom przypinają skrzydła – o to także. Jeszcze bardziej.

Ludzie zazdrościli Phillipsowi jego życia: pracował jako dziennikarz, podróżował, poznawał ludzi. Jednak był głęboko nieszczęśliwy. Jego filozofia życiowa brzmiała: „żyj intensywnie, kochaj intensywnie”. Ale nie robił tego, żył bezpiecznie, ale rutynowo. Od dawna nosił się z myślą wskrzeszenia takiej wspólnoty, jaką stworzył Sokrates – wspólnoty ludzi pytających. Marzył, gdybał, jak by to było. W chwilach rozpaczy pytał siebie: Gdzie jest Sokrates we mnie? Co się stało z moją dziecięcą miłością do zadawania pytań? Utknął w martwym punkcie, wałkował w kółko pytania w rodzaju: Dlaczego tak łatwo wyrzekłem się swoich aspiracji? Dlaczego nie udało mi się pójść pod prąd? Torturowanie się takimi pytaniami pozwalało dalej marnować czas. Zaczął obmyślać nowe, lepsze pytania: Co naprawdę chcę robić? Do czego jestem przeznaczony? Odpowiedź była gotowa: Chcę być filozofem w stylu Sokratesa. Nowy zestaw pytań brzmiał: Co dokładnie mogę zrobić, aby urzeczywistnić moje marzenia? Jakie kroki muszę podjąć? Czy jestem na nie gotów?

I wiecie co? Ruszył w drogę, pyta, słucha, pisze. Już nie ma odwrotu. I jest szczęśliwy.