Jak myślisz i mówisz, tak masz!

Jak myślisz i mówisz, tak masz, słowa wpływają na życie. One naprawdę wiele mogą. Kiedy opisujesz nimi sytuację, w pewnym sensie podejmujesz decyzję, jak chcesz ją postrzegać. Co chcesz czuć. Używaj więc takich słów, które sprawią, że będziesz czuć się dobrze.

Dobór słów ma ogromny wpływ na komunikację – nie tylko z innymi, również z samym sobą. Czyli też na to, czego doświadczamy. Na emocje, samopoczucie.

Czy zauważyłeś, z jaką łatwością ludzie wpuszczają (żeby nie powiedzieć – zapraszają) do swojego życia problemy? Posłuchaj, jak często mówią: „mam problem”! Mam problem, bo… oberwał mi się guzik, przerywa mi długopis, rozładował się telefon, nie mam nic ciekawego do czytania…

Dla niektórych każda najdrobniejsza niedogodność, każdy odbiegający od zaplanowanego układ zdarzeń urasta do rangi problemu. Są wreszcie tacy, którzy nieustannie zapewniają: „Nie ma problemu”. Rzeczywiście, nie ma, po co więc go przywoływać?

Czy wiesz, że w języku polskim jest 951 słów określających emocje pozytywne i aż 2086 dla emocji negatywnych? Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że w innych językach te proporcje są porównywalne. Czasem rzeczywiście wygląda to tak, jakbyśmy mieli satysfakcję z wynajdowania coraz to bardziej wyszukanych opisów cierpienia.

Do tego język, jakim się posługujemy, podlega wpływom otoczenia. Przebywając często w czyimś towarzystwie, przejmujemy od tej osoby jej słownictwo. Czy tylko o słowa chodzi? Bo może też o sposób ich wypowiadania? O ton głosu? A co powiedziałbyś na taką tezę, że wraz z czyimś słownictwem przejmujemy też wzorce emocjonalne? Stajemy się bardziej agresywni, rozżaleni albo nieufni.

Wyobraź sobie, że miałeś długi, pełen obowiązków dzień. Myślisz, że dla Twojego umysłu będzie obojętne, czy powiesz: „mam ochotę się odprężyć”, „czuję się trochę nadwerężony”, „jestem ledwo żywy” lub „umieram z wyczerpania”?

A co z „muszę”? Pewnie nieraz miałeś okazję przekonać się, jaki ciężar niesie w sobie to stwierdzenie, jak potrafi zniechęcić do działania – zwłaszcza osoby ceniące sobie wolność. Niektórzy zachęcają, żeby zastępować je słowem „chcę”, ale – cóż – czasem może to brzmieć jak okłamywanie samego siebie. A co powiedziałbyś na „mam do zrobienia”? Bardziej neutralne, prawda? Oczywiście, nie każdy odbiera poszczególne słowa w ten sam sposób.

Czy bardziej ściąga cię w dół „zmartwienie”, „strapienie” czy „przejmowanie się”? Ważne, żebyś wybierał to, z czym czujesz się lepiej.

Zastanów się, może zamiast: „jestem zły” mówić: „jestem rozczarowany”, zamiast „boję się” – „czuję się niepewnie”, a w miejsce „cierpię z tego powodu” – „trochę mi to przeszkadza” albo „jest mi z tym niewygodnie”. Strach można nazywać wyzwaniem, niepowodzenie – dobrą szkołą, a rozleniwienie – gromadzeniem energii. Zamiast „nienawidzę tego!”, możesz powiedzieć: „wolę coś innego”.

Trudno zaprzeczyć, że język odzwierciedla to, jak postrzegamy świat. Widać to doskonale w metaforach, jakimi się posługujemy. Szczególnie ważne jest to, co mówimy na temat życia. Czy jest ono dla nas walką, czy podróżą? Piekłem czy bajką? A może tańcem, teatrem? Grą? 

Metafory ubarwiają nasze życie – nie chodzi o to, żeby ich nie stosować. Podobno ludzie posługujący się ubogim słownictwem prowadzą ubogie życie emocjonalne.

Warto więc je wzbogacać, tyle że należy sięgać na właściwą półkę. Tę z pozytywnymi emocjami. Ze słowami, które nas wzmacniają.

Nawet jeśli czujesz, że wyeliminowałeś już te najbardziej szkodliwe ze swojego słownika, zawsze możesz pójść dalej – znaleźć takie, które wniosą do twojego życia dodatkową jakość. Może zamiast mówić „podoba mi się to”, można przecież uznać, że: „budzi to mój entuzjazm”. Stwierdzenie „mam sporo sił” warto zastąpić takim jak „tryskam energią”.

Chodzi o to, żeby wskoczyć jeden stopień (albo i kilka) wyżej. Tam, gdzie motywacja staje się pasją, pomysłowość błyskotliwością, umiejętność talentem, a zainteresowanie. Hmm? Powodzenia!