Omijaj stres szerokim łukiem. Mądrze!

Mam wrażenie, że wszędzie mówi się o stresie. I rozmawiając na ten temat z wieloma osobami orientuję się, że podobną refleksję mają też inni. Wypalenie stresem staje się udziałem tak wielkiej liczby ludzi, że warto o nim cokolwiek więcej wiedzieć, aby być zaprzeczyć stereotypowi Polaka i być mądrym przed szkodą.

Żyjemy w trudnych czasach. Coraz większa ilość informacji, ogromne tempo życia i zmian, konkurencja i rywalizacja, mieszanie się kultur, ewolucja obyczajów, ról społecznych i partnerskich, zanik bliskich więzi z ludźmi, konieczność ciągłego uczenia się – wszystko to bardzo nas obciąża. Jednak zanim zgłębimy naturę stresu, jedno trzeba wyjaśnić.

Otóż zewnętrznie uwarunkowane obciążenie – czyli presja – to jeszcze nie stres. Choć wiele osób tak (błędnie) uważa. Stres jest stanem subiektywnym, wewnętrznym. Jest jedną z możliwych odpowiedzi naszego ciała i umysłu na tę zewnętrzną presję. Odpowiedź ta pojawia się wtedy, gdy zaczyna nam brakować energii pozwalającej radzić sobie z trudnymi okolicznościami.

Tak więc, w pewnym sensie fundamentem stresu jest presja. Warto o tym pamiętać, aby stresowi mądrze przeciwdziałać. Trzeba rozumieć jego źródło. Gdy nasze zasoby energetyczne nie wystarczają, by się uporać z presją wywołaną jakąś, trudną sytuacją – pojawiają się pierwsze symptomy stresu. Jest to stan groźny, w którym nasz psychiczny i biologiczny potencjał przestaje się odpowiednio regenerować i zbyt szybko go ubywa, a nam po prostu zaczyna brakować prądu.

Czujemy się, jakbyśmy jechali na rezerwach, których bezkarnie nie możemy nadużywać, jeśli nie chcemy doprowadzić się do stanu wypalenia. Dlatego tak niebezpieczny jest przewlekły stres. Co ważne, nie u każdego trudne okoliczności wywołują stres. Ci, którzy lepiej gospodarują zasobami swojej życiowej energii, potrafią nawet wielką presję przyjmować jako wyzwanie. Wyzwania zaś doświadczamy, gdy mamy wystarczający zapas energii, aby z daną sytuacją się uporać.

Z kolei, równie niebezpieczne jak doświadczanie stresu – jest dla nas długotrwałe przebywanie w sytuacji zbyt małej presji, zwane rdzewieniem, którego doświadczamy, gdy mamy za mało obciążeń, a za dużo energii. W obu wypadkach słabnie immunologiczna i psychiczna bariera, a więc wzrasta ryzyko zdrowotne i spada nasza emocjonalna i intelektualna wydolność.

Pojawia się nihilistyczne nastawienie: „nic mi się nie chce”. Dobrze widać to na przykładzie osób przez dłuższy czas bezrobotnych, wielu rencistów, emerytów, ale i rentierów. Podobnie może się czuć człowiek, który jedzie na dłuższy urlop po paru latach wytężonej pracy. Gdy znika motywująca presja, mamy znacząco mniej wydatków energetycznych, zaczynamy chorować, wpadamy w depresyjne nastroje, uwiąd woli i bezsilność.

Niektórzy twierdzą, że istnieje dobry stres w przeciwieństwie do stresu złego. Czyli taki, który mobilizuje, a nie demobilizuje. Tymczasem – tak zwany dobry stres to jedna wielka bzdura! Równie dobrze można by mówić o dobrym nowotworze.

Stres to stan chorobowy, który prowadzi do wyczerpania energii życiowej, a więc jest groźny dla życia. Zabija nas. Dosłownie. To, co potocznie nazywa się dobrym stresem, w istocie jest wyzwaniem. Czyli wspaniałym stanem optymalnego dla nas dociążenia, presji, która nie przekracza z jednej strony granicy wypalenia, a z drugiej rdzewienia. Ludzie tego nie wiedzą, choć wydaje się, że na temat stresu napisano i powiedziano już tak wiele. Prowokują w swoim życiu stres, wierząc, że ten może mieć dla nich dobroczynne skutki. Taka zabawa przypomina igranie z ogniem. Chwila nieuwagi i w płomieniach może stanąć cały dom. Podobnie jest ze stresem. Tak naprawdę niewiele trzeba, aby poprzez, chociażby bagatelizowanie pierwszych sygnałów ostrzegawczych dotyczących naszego przeciążenia i presji – wpakować się w duże problemy.

Jak znaleźć ten złoty środek i jak się w nim utrzymać?

Czyli jak się nie wypalać, ale i nie popadać w stagnację. Trzeba zachowywać się jak doświadczony sportowiec, który tak dobiera swoje obciążenia startowe i treningowe, by osiągać coraz wyższy poziom możliwości, ale się nie przeciążać. Ktoś, kto nie ma tej świadomości, może próbować za pomocą jednego ekstremum leczyć drugie i w ten sposób kompletnie się rozchwiać. Ktoś mógłby jednak zapytać: skoro sensem życia jest rozwój i odpowiadanie na wyzwania, skąd w nas ta częsta chęć, żeby nic nie robić?

Nicnierobienie to zrozumiała potrzeba człowieka przemęczonego. Organizm krzyczy: dajcie mi czas i okazję do odzyskania sił. Wtedy warto posłuchać jego głosu. Jeśli po dobroci nie posłuchamy i nie zmienimy stylu życia, to nas coś dopadnie. Nie da się bowiem bezkarnie uprawiać rabunkowej gospodarki swoimi zasobami życiowymi. Choroba to kosztowna ostateczność, której należy za wszelką cenę unikać. By potem wyjść z ciężkiej choroby lub wypalenia, potrzeba miesięcy kuracji i starań, a często także rewolucji w stylu życia i w systemie wartości.

Co zatem zrobić, kiedy próbujemy odpoczywać, ale głowa nam nie pozwala, a My zadręczamy się myślami. Przecież nie da się wyłączyć głowy! Otóż musimy zdać sobie sprawę, że to nie świat chce nas wykończyć, to my sami siebie wykańczamy, bo wydaje nam się, że gdy zaczniemy odmawiać, ów świat nas odrzuci, uzna za niepotrzebnych, słabszych, gorszych. Trzeba przestać w to wierzyć. Z drugiej strony musimy przyjąć taki styl życia, który będzie odtwarzał i rozwijał nasz energetyczny potencjał. Musimy przyjrzeć się temu, jak jemy, jak oddychamy, jak śpimy, jak się odnosimy do siebie samych i jak się zachowujemy w relacjach z innymi. Musimy poszukać, sami, odpowiedzialnie – mądrego optimum.

Wśród czynników ryzyka decydujących o ciężkich zachorowaniach i przedwczesnej śmierci aż 54 procent jest związanych ze stylem życia. To znaczy, że mamy większościowe udziały w firmie „Moje zdrowie”. Pakiet kontrolny. Ponoć przeciętny ludzki genotyp daje możliwość przeżycia 120 lat. Tymczasem średnia życia w Polsce to ok. 80 lat. To smutne, ale prawdziwe i tylko My możemy to zmienić.

.