Prawdziwa relacja polega na wymianie

Jakiś czas temu zrealizowano badania na temat tego, co przynosi ludziom radość, przyjemność, poczucie spełnienia? W trzech czwartych odpowiedź brzmiała: satysfakcjonujące związki z innymi. Oczywiście miewamy potrzebę pozostawania z samym sobą, wyciszenia, zwłaszcza jeśli pracujemy intensywnie pośród ludzi. Ale pragnienie wymiany emocjonalnej w miłości, przyjaźni, współpracy, pragnienie bliskości i zrozumienia jest wśród potrzeb psychicznych na bardzo wysokim miejscu. Trudno tę potrzebę zaspokoić bez kontaktu z drugim człowiekiem.

Kiedyś takie kontakty leżały po prostu w naszym interesie, od nich zależało nasze być albo nie być. Już od prehistorycznych czasów był to warunek przetrwania. To, że człowiek przebywał w grupie (a ta grupa miała dobrego przywódcę, lidera), umożliwiało mu przetrwanie. Ludzkie dziecko także nie wychowa się samo: stały bliski kontakt z przynajmniej jedną dorosłą osobą warunkuje wprowadzenie we wspólnotę człowieczą.

Ta zaś dzieli się na wiele mniejszych wspólnot i bez mocnego osadzenia w nich trudno wyobrazić sobie nasze życie. Człowiek przynależy do różnych systemów społecznych: do rodziny, z której pochodzi, i do rodziny, którą tworzy z małżonkiem czy partnerem. A także do wspólnoty lokalnej i narodu. Kto respektuje swoje korzenie, umie powiedzieć: Tutaj jest moje miejsce, tu przynależę. Również oddanie się drugiemu człowiekowi w bliskim związku oznacza: Przynależę z Tobą do czegoś wspólnego, a Ty przynależysz ze mną. To fundament, który daje poczucie, że moje miejsce pośród wszystkich ludzi nie jest przypadkowe.

Czy taka systematyka społeczna nie jest do zastąpienia niczym innym?

Systemy rodzinne istnieją i rządzą się swoimi prawami, niezależnymi od naszych życzeń. Przyszło się na świat w tej, a nie innej rodzinie i nie ma tu możliwości zmiany. Natomiast z innych systemów: firmy, instytucji, organizacji, zespołu, można wystąpić. Nie jesteśmy na nie skazani, możemy badać, gdzie jest nasze właściwe miejsce, i go poszukiwać. Jednak do rodziny jesteśmy przypisani. Nawet jeśli przeciwko niej się buntujemy, z nią nie zgadzamy, to powinniśmy ją zaakceptować. Dlaczego? Bo uznanie swojego miejsca daje siłę. Ponieważ życie przyszło do nas poprzez rodziców, a do nich poprzez ich rodziców. Więc jeżeli chcę w pełni przyjąć życie, to muszę uznać te fakty.

Dojrzałość, odpowiedzialność za siebie zaczyna się od tego, że rezygnuję z zarzutów pod adresem rodziny, w jakiej się urodziłem – że mogłem dostać coś, czego nie dostałam. Od momentu, kiedy jestem w stanie porzucić pretensje i iluzje, zaczyna się droga do osobistego i pełnego spełnienia.

Dopiero na takiej bazie można coś realnie w swoim życiu zmieniać, kreować i rozwijać się. Tego, co się wydarzyło, zmienić się nie da. Na tym polega dojrzałość, żeby uznać to, co było, jako fakt, czyli mówiąc po hellingerowsku, pokłonić się przed przodkami i z nimi pożegnać. Dopiero wówczas zyskuje się wolność, dopiero wtedy można zająć się tym, co osobiste, co należy aktualnie, tu i teraz – do mojego własnego życia.

Nasza dojrzałość wyrasta ze zdolności rozumienia własnych uczuć i uznania zasadności uczuć innych ludzi, a to właśnie stanowi o inteligencji emocjonalnej. I oczywiście owocuje w kontaktach społecznych.

Na ten rodzaj inteligencji składają się kompetencje osobiste oraz społeczne. Teraz kompetencje społeczne są wyodrębnione jako osobny przejaw inteligencji, ponieważ wskazują na to badania neurologiczne – odmienna aktywność mózgu niż przy reakcjach emocjonalnych. Niemniej, mam mocne przekonanie, że kompetencje społeczne są zbudowane na podstawowych umiejętnościach emocjonalnych.

Zajmując się inteligencją emocjonalną, widzę, jak mocno warunkuje ona to, co się dzieje w aktualnie przeżywanych relacjach międzyludzkich. Obserwuję to i na treningach interpersonalnych, i na warsztatach, i takie jest moje doświadczenie w pracy z ludźmi.

Czy to oznacza, że inteligencja społeczna wynika z emocjonalnej?

Tak. Jeżeli dziecko na początku życia, jeszcze jako niemowlę, nie odczuje radości kontaktu z najbliższą osobą dorosłą, nie wymienia z nią niewerbalnych sygnałów w żywej interakcji, nie doświadcza potwierdzenia swoich uczuć, to nie może powstać baza do owocnych kontaktów społecznych.

Stały serdeczny związek z opiekunami trwający przez całe dzieciństwo jest podstawą kompetencji i emocjonalnych, i społecznych. Przywiązanie przekształca się w poczucie wspólnego człowieczeństwa i tworzy fundamenty empatii.

Zwykliśmy sądzić, że inteligencja społeczna nakierowana jest na innych. Tymczasem bardzo wiele badań potwierdza, że ona bardzo dużo daje nam samym.

Relacja społeczna to relacja osoba – osoba i nie ma podstaw, by twierdzić, że któraś z tych osób jest ważniejsza lub mniej ważna jako człowiek. Związek partnerski polega na tym, że każda ze stron jest gotowa do dawania i brania.

Oczywiście istnieją związki, gdzie jedna strona daje więcej, a druga więcej bierze. Tak będzie zawsze np. w relacji dorosły – dziecko, w rodzinie i w szkole. Również w służbach społecznych, gdzie ten, kto jest w służbie, daje, a potrzebujący dostaje. Służba oznacza: więcej daję, niż biorę. Ta relacja nie jest równoważna, dlatego dobrze jest, jeśli społeczeństwo honoruje swoje służby poprzez wynagrodzenie i uznanie.

Jednak bazą wszystkich stosunków międzyludzkich jest poszanowanie godności każdego człowieka. Nie zastąpi tego żadna technika komunikacyjna ani sprawność interpersonalna.

Brak poszanowania jest zawsze wyczuwalny. Jeśli szanujemy drugiego człowieka jako kogoś równego sobie na tym najgłębszym poziomie, wtedy nie ma miejsca na manipulacje.

Tymczasem jest tak, że na ogół nie umiemy szanować innych, jeśli sami się nie szanujemy. Zaczynajmy więc od siebie, bo inaczej się nie da, i respektuję innych. Chyba że chcemy osiągać własne cele czyimś kosztem?

Prawdziwa wymiana, dochodzenie do prawdy o tym, co się tworzy między nami w danej chwili, jest rdzeniem kontaktu. Taka wymiana jest bezcenna dla obu stron. Kontakt z drugim człowiekiem nie może być rekompensatą jakiegoś osobistego braku. Dlatego warto uświadomić sobie, czego naprawdę potrzebuję od drugiego człowieka i skąd się biorą moje względem niego oczekiwania.

Partnerstwo polega na tym, że obie strony są równe. Wynika z tego jedna, ale fundamentalna zasada dla każdej relacji – prawdziwy kontakt z drugim człowiekiem jest możliwy po uczciwym skontaktowaniu się z samym sobą.