Dobry biznes jest jak udane małżeństwo. I na odwrót!

.

Umieć kochać i pracować – odpowiedział Zygmunt Freud studentowi, który zapytał go, jakie są podstawowe oznaki dojrzałości i zdrowia psychicznego. Ta wypowiedź twórcy psychoanalizy przeszła do historii jako najbardziej lakoniczne określenie tego, co decyduje o jakości naszego życia.

Miłujcie się nawzajem, lecz nie narzucajcie pęt
swojej miłości.
Niech raczej falujące morze powstanie pomiędzy
brzegami waszych dusz.
Napełniajcie nawzajem swe kielichy, lecz nie
pijcie z jednego kielicha.
Dzielcie się chlebem, lecz nie pożywajcie tego
samego bochenka.
Śpiewajcie, tańczcie z sobą i bądźcie weseli, lecz
niech każde z was pozostanie samotne.
Tak jak struny lutni pozostają samotne, choć
każda drga tą samą melodią.
Obdarzajcie się sercami, lecz nie bądźcie ich
strażnikami.
Bo tylko ręka Życia może zawrzeć wasze serca.
Stójcie obok siebie, lecz nie nazbyt blisko jedno
drugiego;
Albowiem filary świątyni stoją oddzielnie,
A dąb ani cyprys nie rosną jeden w cieniu
drugiego.

Khalil Gibran, Prorok

.

Artykuł ukazał się w 2011 r. w miesięczniku 

 

 

.

.

Miłość i praca postrzegane były do niedawna jako wartości przeciwstawne. Jeszcze kilka lat temu podczas treningów antystresowych pomagałem ich uczestnikom przyswoić sobie techniki, dzięki którym mogliby oddzielić pracę od domu. Niech przykładem takiego oddzielenia będzie symboliczny prysznic po pracy i całkowita zmiana ubrania – z bielizną włącznie – aby jak najskuteczniej zapomnieć o obowiązkach służbowych i oddać się życiu prywatnemu.

Przemiany wzorców życia, które są naszym udziałem w ostatnich latach, nie tolerują takiego rozgraniczenia. Dziś zabieramy do domu telefon komórkowy, a notebook, którym dysponuje większość samodzielnych pracowników, jest małym, przenośnym biurem. Z drugiej strony, coraz większa swoboda, jaką dysponują pracownicy, umożliwia im w każdej chwili – na własną odpowiedzialność, oczywiście oderwanie się od zadań służbowych i kontakt z dziećmi, współmałżonkiem lub z innymi członkami rodziny.

Oddzielenie domu od pracy po prostu przestaje być możliwe. Jednym z rozwiązań, które proponuje nowa ekonomia w Stanach Zjednoczonych, są ośrodki, gdzie pracownicy mogą przebywać wraz z rodzinami i pracować nad nowymi projektami w otoczeniu i towarzystwie, które pozwala im w najpełniejszy sposób wykorzystać swoją wiedzę i inteligencję.

Samodzielni pracownicy lub menedżerowie, którzy nauczyli się w swoich firmach zarządzać budżetem, modelować spotkania i rozmowy z klientami czy planować długofalowe projekty, przenoszą z kolei te swoje umiejętności (a nawet narzędzia pracy) do domu i do życia rodzinnego. Technologia zarządzania projektami może być pomocna w remoncie domu, w prowadzeniu budżetu rodzinnego przydaje się zaś arkusz kalkulacyjny.

Z drugiej strony, to właśnie w domu można nauczyć się słuchać, by dzięki temu z kolei być jak najskuteczniejszym menedżerem.

Uznałem nieuchronność wzajemnego wpływu obu tych sfer i – zamiast koncentrować się na oddzieleniu życia rodzinnego od życia zawodowego – zacząłem zastanawiać się nad współistnieniem i synergią miłości i pracy. Jeżeli umiem koncentrować się, tak, aby być obecnym tu i teraz, mogę mieć w domu i komputer, i telefon komórkowy. Wystarczy, abym pamiętał, żeby wyłączyć te urządzenia, gdy rozmawiam z dzieckiem. W pracy z kolei mogę mieć na swoim biurku rodzinne zdjęcia…

Psychologiem, który jako jeden z pierwszych dostrzegł daleko idące powinowactwa życia rodzinnego i zawodowego był Robin Skynner, brytyjski terapeuta, psycholog społeczny i doradca biznesowy, współautor bestsellerów Żyć w rodzinie i przetrwać oraz Żyć w tym świecie i przetrwać. Dzięki jego książkom już ponad pięć lat pracuję nad fascynującym zadaniem: jak przenieść wiedzę o mechanizmach działania związku miłosnego, małżeństwa, rodziny, relacji między dziećmi a rodzicami, wiedzę o radzeniu sobie z emocjami i zmianami w życiu osobistym na grunt funkcjonowania zespołu, firmy, zarządu, rady nadzorczej czy grupy właścicielskiej?

Biznes jak małżeństwo

Doradzając akcjonariuszom i zarządcom spółek, zacząłem stopniowo dostrzegać analogie między rozwojem małżeństwa (związku partnerskiego) a rozwojem firmy. Szczególnie przydatne w diagnozowaniu etapów rozwoju firmy i rodziny okazały się dwie książki: Związek dwojga szwajcarskiego psychologa Jürga Williego i Zarządzanie zmianą Liz Clarke. Ich autorzy wykazują, że zarówno partnerzy w związku, jak i szefowie firm muszą przejść podobne etapy rozwoju. Można je porównać do czterech pór roku: wiosny, lata, jesieni i zimy. Ich nazwy inaczej będą brzmiały w języku psychologii, inaczej w języku biznesu – ale dotyczą podobnych zjawisk.

Według Jürga Williego małżeństwo przechodzi następujące fazy rozwoju: faza romansu i pierwszy kryzys, faza tworzenia stabilnego związku, faza realizacji i rozwoju małżeństwa, kryzys wieku średniego i małżeństwo wieku podeszłego.

W książce Zarządzanie zmianą przedstawiony jest z kolei model konsultanta z Harvardu, Greinera, dotyczący rozwoju firm. Zgodnie z tym modelem rozwój firmy związany jest z takimi oto kryzysami: kryzysem przywództwa, autonomii, kontroli i biurokracji. Ewolucja odbywa się bowiem poprzez kryzysy, przezwyciężane za pomocą rewolucyjnych zmian w funkcjonowaniu firmy.

Na każdym etapie związku – zarówno uczuciowego i rodzinnego, jak i biznesowego – występują kryzysy spowodowane nowymi, specyficznymi wyzwaniami i trudnościami. Przezwyciężenie kryzysów zapewnia przetrwanie małżeństwa czy firmy i umożliwia dalszy ich rozwój, natomiast unikanie i odkładanie problemów grozi konfliktem, często dramatycznym. Zignorowane powrócą w przyszłości ze zwielokrotnioną siłą, jak tocząca się kula śniegowa. Oczywiście wtedy też będzie można ją zatrzymać czy rozpuścić, ale z dużo większym wysiłkiem.

A więc związki małżeńskie i biznesowe przechodzą podobne etapy: etap zależności – stan zakochania, etap uniezależnienia – podział ról i walka o władzę, etap współzależności – współtworzenie. Każdy z nich niesie ze sobą specyficzne trudności i wyzwania. Jeśli partnerzy nie zmierzą się z nimi we właściwym czasie, ich związek będzie poważnie zagrożony. To tak, jakby gdzieś była ukryta bomba z opóźnionym zapłonem i w każdej chwili mogła wybuchnąć.

Kryzys, który przechodzi małżeństwo lub firma, może być przejawem naturalnego rozwoju albo przejawem choroby. Jeśli nastolatka bolą kości – to znaczy, że rośnie. Stosuje się wtedy ćwiczenia, które pomagają zharmonizować wzrost kości z rozwojem tkanki mięśniowej, ale nie podaje się leków, które mogłyby mu wręcz zaszkodzić. Podobnie rzecz się ma z małżeństwem i firmą – najpierw trzeba rozstrzygnąć, czy problem, który się pojawił, związany jest z kryzysem wzrostu, czy z patologią. Choroba może być następstwem dylematów z poprzednich etapów rozwoju: nierozwiązanych, stłumionych, zepchniętych do podświadomości. Trzeba zmierzyć się z bólem, wydobyć problemy na światło dzienne i twórczo je rozwiązać.

Na określenie kryzysu Chińczycy używają dwóch słów, które dosłownie znaczą „niebezpieczna sposobność”. Oprócz zagrożenia kryzys może oznaczać także możliwość rozwoju. Może wywoływać błysk w oczach, podniecenie oraz postanowienie sprostania wyzwaniu. Każde zagrożenie – czy to pochodzące z zewnątrz, czy wynikające z problemów, które stworzyliśmy sami – jest okazją do przeprowadzenia pozytywnych zmian. Przyjrzyjmy się bliżej etapom rozwoju małżeństwa i biznesu.

Etap 0. Szukanie siebie

Jest to czas młodzieńczych miłości i pierwszych związków partnerskich, w swej naturze bardzo egocentrycznych. Młodzi ludzie są tak zafascynowani własnym uczuciem, że widzą w kimś swoją podobiznę czy drugą połowę i kochając, dają wyraz narcystycznej miłości własnej. Pierwsze randki czy romanse powodowane są pragnieniem, żeby być z kimś, pokazać się. Często też niekoniecznie chodzi w nich o stworzenie długotrwałego związku, nawet nie o miłość. Jest to raczej chęć sprawdzenia, kim jestem, na co mnie stać i jakie są moje możliwości. Młodzi ludzie żywiołowo poszukują wówczas swojej tożsamości, a także poznają i kształtują siebie w relacjach z innymi.

Podobnie rzecz się ma w biznesie – młody yuppie rzuca się na pracę w pierwszej z brzegu firmie, w której może dostać auto i telefon komórkowy, nie bacząc na to, czy praca ta jest zgodna z jego wewnętrznym azymutem albo strategią kariery zawodowej. I potem okazuje się, że podpisał z firmą umowę bardzo dla siebie niekorzystną – warunki wypowiedzenia są fatalne, możliwości zwiększenia zarobków marne i w zasadzie nie ma dla niego ścieżki awansu. Czuje się wtedy wykorzystany, a koledzy mówią mu, że wyszedł na głupca. Stało się tak dlatego, że kierował się zewnętrznymi, egocentrycznymi przesłankami.

Wyzwania stojące przed ludźmi w tym okresie to odkrycie różnorodności i nietrwałości uczuć, określenie swojego JA oraz swojej hierarchii celów.

Co to znaczy kochać? Ksiądz Józef Tischner w jednym ze swoich ostatnich wywiadów („Gazeta Wyborcza”, 24-25 kwietnia 1999 r.) powiedział bardzo piękne i mądre słowa: „Miłość to przede wszystkim wybór. Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę. Miłość nie jest zatem nastrojem, uniesieniem, radością, jak pojmujemy ją dzisiaj pod wpływem romantyków. Miłość to akt decyzji, wyboru, uznania za -swoje-„. Każdy powinien rozpoznać swoje potrzeby, oczekiwania, priorytety, by świadomie kierować życiem, a nie – brnąć przez nie po omacku.

Bywają układy, w których spotykają się partnerzy biegunowo różni, na przykład przebojowa kobieta i nadwrażliwy mężczyzna. Posługując się językiem psychologii, można powiedzieć, że ona ma wysokie zapotrzebowanie na stymulację, a on jest wysoko reaktywny. Ona lubi się bawić, prowadzić gry erotyczne, w które go wciąga. Jemu to imponuje, związek z taką kobietą go uskrzydla. Ponieważ jest zdolny, otrzymuje wysokie stanowisko i razem jadą na placówkę dyplomatyczną. Przez jakiś czas układ jest wyrównany, ale po dwóch, trzech latach okazuje się, że on spoczął na laurach, a ona prze do przodu. Chodzi na bankiety, utrzymuje mnóstwo kontaktów z różnymi ludźmi, ma cały swój świat i … zaczyna mężem pogardzać.

Gdyby ten mężczyzna rozpoznał wcześniej swoje potrzeby, gdyby miał dalekosiężną wizję swojego rozwoju, zdecydowałby się na heroizm lub nie związałby się z tą kobietą. Może zadowoliłby się przelotnym flirtem?

Etap 1. Kreowanie postaw

Ten etap wspólnego życia partnerów obejmuje czas przed i krótko po ślubie. Kiedy zapada decyzja o wspólnym życiu i własnym domu, pojawiają się lęki i wątpliwości, związane z oderwaniem od domu rodzinnego i zdaniem się na partnera, z odpowiedzialnością i obowiązkami. Pojawia się obawa przed utratą siebie, przed niedopasowaniem seksualnym. Dobrze jest teraz ustalić granice, zarówno w obrębie pary, między kobietą i mężczyzną, jak i pomiędzy parą jako całością a jej otoczeniem, w tym przede wszystkim – rodziną. Chodzi o osiągnięcie równowagi między stawianiem granic i dawaniem siebie a zatrzymywaniem dla siebie i odrzucaniem tego wszystkiego, co dzieje się na zewnątrz pary i w jej obrębie.

W fazie zerowej partnerzy żyli w pełnej symbiozie, prawie bez granic. Jednocześnie byli oddzieleni od świata – uciekali na przykład do jakiejś opuszczonej chaty albo bawili się w grupie rówieśniczej, która też była odizolowana od otoczenia.

Teraz nadszedł czas, żeby się trochę odsunąć od siebie, a otworzyć na innych. Niektórzy znoszą to bardzo źle: „Już mnie nie kochasz, skoro nie spędzasz ze mną wszystkich wieczorów” – mówi żona albo mąż. Dla dobra związku muszą być zachowane jego zdrowe zewnętrzne i wewnętrzne granice.

Kiedyś przyszła do mnie kobieta, skarżąc się, że mąż, który pochodzi z dobrej rodziny, pije i bije ją. Po nitce do kłębka doszliśmy do przyczyn jego zachowania. Otóż jej mama kupiła im mieszkanie i czuła się w nim jak u siebie. Mąż, pracując w pocie czoła, wnosił do wspólnego budżetu zaledwie piętnaście procent. Zaczął pić i bić żonę. Sytuację komplikował dodatkowo fakt, że oboje to podniecało.

Poprosiłem tę klientkę, żeby spisała, co ze swoją mamą ukrywa w tajemnicy przed mężem, a czego matka nie wie o nich. Okazało się, że przed nią nie ma żadnych tajemnic, a przed mężem – mnóstwo. Mama wiedziała o wszystkim, znała nawet szczegóły ich życia intymnego. Namówiłem ją, żeby spróbowała odwrócić te proporcje. Były lata osiemdziesiąte, mąż zaczął działać w podziemiu, robił ryzykowne rzeczy, o których nikt nie mógł wiedzieć, nie wyłączając mamy. Przestał zachowywać się w sposób niedojrzały, zaczęło się między nimi układać. Wtedy jednak mama wpadła w depresję i musiała się leczyć. Dotąd żyła życiem córki i nagle, pozbawiona do niego dostępu, znalazła się w próżni.

Przepuszczalność granic ma również znaczenie w układzie biznesowym. Na pierwszą linię kontaktu z klientem trzeba wybierać ludzi, którzy mają mocne własne granice albo są tak silni wewnętrznie, że nikt tego nie zmieni. Natomiast na zaplecze powinno kierować się tych, którzy mają słabe granice, ludzi wrażliwych i mniej odpornych na zewnętrzną presję. A zafascynowani charyzmą założyciela firmy menedżerowie muszą stopniowo przejmować jego obowiązki i uprawnienia.

Etap 2. Budowanie domu

Jest wspaniale, jeżeli partnerom uda się pokonać trudności pierwszego etapu wspólnego życia i z czystym kontem przejść do etapu drugiego, który określiłem mianem ?budowania domu?. Okres ten trwa od kilku do kilkunastu lat, kiedy partnerzy są najbardziej aktywni życiowo. Konflikty są nieuniknione. Dzieci, jeżeli się pojawiły, pomagają rodzicom przejść ten etap, ponieważ dla ich dobra, dobra wspólnoty, łatwiej zawierać kompromisy. Małżeństwa bezdzietne często stwarzają sobie dziecko, może to być wspólna firma, misja społeczna, jakaś sprawa wymagająca dużego zaangażowania. Albo pies lub kot…

W pierwszym okresie wspólnego życia partnerzy stali zwróceni twarzami ku sobie, teraz stoją obok siebie i patrzą w jedną stronę. To jest piękne. Nadal ważne jest utrzymanie równowagi granic między tym, co dzieje się na zewnątrz pary i w jej obrębie. Bo może zdarzyć się tak, że dom jest otwarty dla gości, ale kiedy domownicy zostają sami, nie mają sobie nic do powiedzenia. Lub odwrotnie ? żyją z poczuciem uwięzienia w rodzinie, ponieważ nie potrafią otworzyć się na sąsiadów i znajomych, korzystać ze wsparcia ludzi z zewnątrz.

Kontakty inspirują, ważne są także dla życia seksualnego. Po miłym przyjęciu w gronie znajomych intymność we dwoje jest bardziej interesująca. Izolacja małżeństwa wpływa na obniżenie wzajemnego zainteresowania seksualnego partnerów, ich związek staje się zbyt symbiotyczny.

Inna ważna zasada w małżeństwie to równowaga regresji i progresji. Często zdarza się, że partnerzy narzucają sobie w sposób nieświadomy role, których źródłem są głębokie urazy, lęki czy niezaspokojone w dzieciństwie potrzeby. Zaczyna się wówczas gra, którą małżonkowie skrywają nawzajem przed sobą, którą inscenizują i podtrzymują w obronie przed lękami i poczuciem winy, i która skazuje ich nieuchronnie na siebie.

W związku, o którym już wcześniej wspominałem (pasywnego mężczyzny i aktywnej kobiety ? on nadwrażliwy, ona przebojowa, lubi się bawić, prowadzić gry erotyczne itd.) może dojść do takiej sytuacji, jeżeli partnerzy zastygną w swoich spolaryzowanych rolach. Ona nie dopuszcza do siebie ?miękkiej? części swojej osobowości, on zaś tłumi swoją agresję. Ona widzi w nim swoją stłumioną uległość i delikatność, on rzutuje na nią swoją ukrytą bestię. Ona utrwala postawę progresywną, dominującą, on tymczasem brnie coraz dalej w rolę synka swojej mamusi. Wczepiają się w siebie i ranią wzajemnie.

Ale nawet w tak trudnym układzie można osiągnąć równowagę. Wymaga to zwiększenia elastyczności obojga partnerów. Na przykład żona może czasem powiedzieć do męża: jesteś znakomitym kucharzem. Zaprosimy znajomych, jeśli ugotujesz coś specjalnego. I on wydaje przyjęcie, zbiera pochwały, jest królem wieczoru ? występuje nie z pozycji ofiary, ale kreatora, którym naprawdę potrafi być. Później są tańce i teraz żona pokazuje, że jest pierwsza.

W małżeństwach, którym nie udało się zachować równowagi, partnerzy zaczynają szukać kompensacji w innym układzie. W romansie lub w pracy. Podobnie mają się sprawy w biznesie. Skończył się okres, kiedy wszyscy robili wszystko, a twórca firmy był również dobrym zarządcą. W miarę rozwoju firmy zarządzanie ludźmi, środkami i zasobami materialnymi zaczyna wymagać coraz większej efektywności.

Twórcza i ekscytująca gorączka umożliwia firmie dobry start, ale później dochodzi do kryzysu przywództwa i okazuje się, że sprawy najważniejsze dla firmy na tym etapie to podział pracy, obowiązków, opisy stanowisk, standardy, procedury. Niełatwo przejść przez te przekształcenia, nie ponosząc kosztów w postaci naruszenia poczucia wspólnoty załogi.

Etap 3. Wiek średni

Jürg Willi pisze w Związku dwojga: Małżonkowie zdobyli już zestaw wypoczynkowy i wznieśli telewizyjny ołtarz, w planie mają domek jednorodzinny Nie ma już właściwie żadnego ważnego zewnętrznego celu, dla którego para ta mogłaby żyć, który by ją jednoczył i wzmacniał.

Kiedy dzieci nie wymagają już stałej obecności obojga rodziców, małżonkowie odzyskują swobodę, ale wraz z nią pojawia się poczucie pustki. Pionier tęskni za porzuconą ojczyzną, młodością, oznaczającą szereg otwartych możliwości. Tym pionierem jest zwykle mężczyzna, który przeżywa zawód, ponieważ albo nie zdołał osiągnąć sukcesu, albo sukces, nawet wielki, przyniósł mu także rozczarowanie. Ma pozycję, wysokie zarobki, a cały zastęp byłych sekretarek, asystentek i praktykantek pragnie jeszcze raz przeżyć spotkanie z ojcem… Pokusa romansu jest olbrzymia. Żona tymczasem zaczyna tracić na atrakcyjności, przygnębiają ją oznaki starzenia się, zazdrość związana z karierą czy pozycją męża. Dla kobiety okres ten jest szczególnie trudny.

Zdaniem Jürga Williego, romans w tej fazie – choć brzmi to okrutnie – jest psychologicznie usprawiedliwiony. Ostatnio, jak zauważyłem, w środowisku artystów, biznesmenów czy polityków mówi się, że mężczyzna twórczy musi mieć muzę, a żona ? Jeżeli dojrzale kocha – powinna to zrozumieć. Taki romans może mieć niewiele wspólnego z miłością i lojalnością, a więc również z prawdziwą, duchową zdradą twierdzą.

Po prostu mężczyzna musi mieć inspiratorkę swojej twórczej pracy i jeżeli służy to zarabianiu pieniędzy czyli rodzinnie to może nie ma w tym niczego złego? I rzeczywiście tak bywa, chociaż zawsze jest to igranie z ogniem. Znam sytuacje, w których mężczyzna mówił przyjaciółce: Kocham cię i za chwilę dodawał: Teraz. Żona była nietykalna. Najczęściej po kilku miesiącach takiego układu kochanka miała dosyć, ponieważ jej poczucie godności i potrzeba posiadania były poważnie naruszone.

Być może taka chwila romansu jest konieczna, żeby mężczyzna zweryfikował wartości swojego życia, zastanowił się, co jest dla niego naprawdę ważne. Oczywiście, czasami to kobiety lubią eksperymentować. Ciekaw jestem swoją drogą co szwajcarski psychoterapeuta miałaby do zaoferowania kobietom na tym etapie życia.

Jest bardzo ważne, by umieć odróżnić dramat tej trzeciej fazy od problemów przeniesionych z przeszłości. Romans w kilka lat po ślubie świadczy o niedojrzałości partnera, o tym, że nie wypracował jeszcze swojej hierarchii potrzeb. Kilkanaście lat po ślubie może on oznaczać wyczerpanie się dotychczasowego modelu współżycia, a zarazem potrzebę stworzenia nowej wizji życia i małżeństwa. A może jest jeszcze inne wyjście?

Czy można zakochać się na nowo we własnej żonie? We własnym mężu? Wiem, że jest to możliwe. Po wielu latach małżeństwo może znowu przeżywać rozkwit, również w sferze erotycznej. Ale żeby tak się stało, często nieunikniony jest kryzys, nawet związany ze zdradą, chorobą czy innymi bolesnymi przejściami.

O zdrowiu małżeństwa decydują trzy zasady równowagi. Oprócz wcześniej wymienionych zasad równowagi granic, równowagi między regresją i progresją, istnieje także zasada równowagi wartości (sprawiedliwości). Dobrze jest, gdy, choćby w swoim bardzo subiektywnym poczuciu, małżonkowie tyle samo wnoszą i tyle samo dostają w związku.

W trzeciej fazie ta zasada jest poważnie zagrożona, ponieważ w naszym społeczeństwie mężczyzna ma ciągle więcej atutów niż kobieta, która przynajmniej zgodnie z rozpowszechnionym stereotypem jest na straconej pozycji. Do mężczyzny więc należy, by docenił trud i wysiłek żony, która urodziła i wychowała ich dzieci, dbała o dom i pracowała zawodowo, wspierając go przez te wszystkie lata. Musi nauczyć się ją kochać na nowo i dostrzec twórczy aspekt ich związku, nie tylko z uwagi na wspólną przeszłość.

Odpowiednikiem tej fazy w rozwoju firmy jest kryzys autonomii. Bardziej samodzielni pracownicy zaczynają się dusić, domagają się swobody działania, zwiększenia zakresu odpowiedzialności, zaangażowania i zarazem wyższego wynagrodzenia. Niektórzy odchodzą.

Aby twórczo wyjść naprzeciw wyzwaniom tego etapu, trzeba stworzyć stanowiska menedżerów i dyrektorów, autonomiczne podzespoły, grupy, subfirmy, w których ludzie samodzielni i dynamiczni będą się mogli realizować. Często warto rozważyć możliwość sprzedaży części firmy, utworzenie holdingu, w którym funkcjonują odrębne firmy, połączone jakimś wspólnym mianownikiem. Może też dojść do fuzji holding sprzedaje się partnerowi zewnętrznemu, tworzy się na przykład grupę menedżerską i pracuje jak na początku, kiedy to z przyjaciółmi zakładało się firmę. Pod tym względem w biznesie jest łatwiej niż w rodzinie. Romans z nowym inwestorem nie musi mieć znamion zdrady. Umowa o pracę nie jest sakramentem.

Etap 4. Jesień życia

W jesieni życia partnerzy mogą ponownie zbliżyć się do siebie poprzez doświadczenie wspólnego losu. Nieraz widzimy parę staruszków spacerujących pod rękę i sami życzymy sobie takiej starości. Ale może też być, że oni po prostu tak już się ze sobą sczepili, że nie mogą się bez siebie obejść i tylko uprzykrzają sobie nawzajem życie: złośliwościami, pretensjami, ciągłym zrzędzeniem.

Znam jednak ludzi, którzy niezwykle godnie się starzeją, pięknie się sobą opiekują i wspierają nawzajem. W tej fazie małżeństwa kobieta z kolei jest górą, dom to tradycyjnie jej terytorium, a mężczyzna musi dopiero odnaleźć w nim miejsce dla siebie. Po przejściu na emeryturę mąż traci nagle swą arenę, podwładnych, publiczność i osiada w czterech ścianach. Widzimy czasem takich złych, ponurych i rozgoryczonych starszych panów. A może warto ułożyć sprawy inaczej ? Niech szefową będzie żona, ale mąż też powinien mieć swoje zadania i sfery, w których dominuje.

Firmie na tym etapie grozi zesztywnienie i biurokracja. Ale prawdziwi liderzy wychowują swoich następców, którzy jak udane dzieci podtrzymują rodzinną tradycję i odświeżają korporację.

Deklaracja związku

Dla słuchaczy moich seminariów i uczestników szkoleń opracowałem deklarację związku, którą przedstawiam poniżej. Mam nadzieję, że będą ją Państwo uzupełniać i rozwijać zgodnie ze swoim osobistym doświadczeniem.

Zasady w miłości i w pracy. Przestrzegaj ich. Pielęgnuj je!

  • Angażuję się całym sercem w to, co robię. Unikam związków i zadań, którym nie jestem w stanie poświęcić się całkowicie.
  • Podejmując działania lub powstrzymując się od nich, nigdy nie tracę z oczu celu. Najpierw pytam: Po co?, potem: Co? Jak?. W stresie staram się raczej odpowiadać w sposób świadomy i dojrzały, aniżeli reagować impulsywnie. Mając na uwadze priorytety, nie rozpraszam energii i nie trwonię czasu. Radość sprawia mi elegancja w działaniu.
  • Cenię wolność swoją i innych. Biorę pełną odpowiedzialność za to, co robię, i za to, co mi się przydarza, traktując to jako konsekwencję wcześniej podejmowanych przeze mnie wyborów. Dzięki temu nigdy się nie skarżę.
  • Jeśli wymagam zaczynam od siebie. Nie oczekuję od ludzi, że zmienią swój charakter, swoje wymagania i oczekiwania koncentruję na tym, co robią.
  • Cieszę się i doceniam to, co partner wnosi do związku lub współpracy.
  • Zachowując lojalność, dbam o alternatywy. Potrzebuję, bo kocham, a nie kocham, bo potrzebuję.
  • Na nikogo nie jestem skazany.
  • Jasno wyrażam swoje intencje, oczekiwania i opinie, na bieżąco rozwiązuję problemy. Dbam o precyzję kontraktów, by dzięki temu unikać nieporozumień.
  • Nie przestaję uczyć się słuchać i być uważnym.
  • Przyznaję się do swoich błędów i próbuję je naprawiać, ale pamiętam przy tym, że poczucie winy nie jest dobrym doradcą.
  • Błędy, niepowodzenia i trudne kontakty z ludźmi traktuję jak lekcje, z których staram się czerpać jak najwięcej wiedzy o sobie i świecie.
  • Ostrożnie ujawniam to, kim jestem. Nigdy nie udaję kogoś, kim nie jestem. Mam świadomość, że w mojej naturze tkwią zarówno Piękna, jak i Bestia.
  • Z radością dzielę się z innymi sobą i tym, co mam, szanując jednocześnie ich autonomię, samodzielność i odpowiedzialność. Gdy pomagam unikam roli ratownika. Korzystam z pomocy innych, zdając sobie sprawę z tego, że nikt nie jest w pełni samowystarczalny.
  • Chociaż wiem, że gniew może być skutecznym czynnikiem mobilizującym mnie do obrony i pokonywania przeszkód – pamiętam o tym, aby nie żywić wrogości i nie kierować się złością ani mściwością wobec innych. Wojownicy walczą ze złem, ale nigdy nie zadają ciosów w gniewie.
  • Zachowuję powściągliwość w etycznej ocenie postępowania innych i z rezerwą odnoszę się do osób ferujących moralne wyroki lub fanatycznie przywiązanych do różnych teorii i ideologii. Jestem osobą tolerancyjną, ale stanowczo zabieram głos wtedy, gdy dostrzegam niesprawiedliwość lub oszustwo.
  • Pamiętam, że jestem częścią większej całości. Troszczę się o rodzinę, firmę, zespół, partnerów w biznesie i w pracy. Troszczę się o środowisko społeczne i naturalne, chcę mieć swój udział w losach świata.
  • Pracuję nad sobą i dbam o siebie. Szanuję swój organizm i nie popadając w przesadę staram się zdrowo żyć. Pozostaję otwarty na uczucia swoje i innych, doświadczam szczęścia, radości i miłości.
  • Pamiętam, że wojownik nie dąży do doskonałości i nie wymaga jej od innych próbuje jedynie być dobrym człowiekiem. Nie ukrywa swoich porażek ani słabości, stara się tylko naprawiać błędy i żyć uważniej. Nie traci nadziei pomimo realizmu i świadomości swoich uwarunkowań.
  • Pozostając wierny swoim celom i wartościom, otwieram się na ludzi. Wiem, że mogę ich przekonać tylko wtedy, gdy mówię ich językiem i patrzę na świat ich oczyma.
  • Rezonans i dialog to podstawowe cechy mojej komunikacji z otoczeniem.
.